untitled
Im więcej osób o czymś wie, tym mniej jest to prawdą. Nie wiem, czy jest to prawidłowość, którą można zastosować w każdym wypadku, ale w moim na pewno.
A ty masz na mnie wyjebane.
W sumie trudno, żebyś nie miał. Mam u ciebie takie same szanse jak u listonosza.
Pociąga mnie nawet twoja arogancja, jak pierdolniesz komuś drzwi mordą.
Nigdy taka nie byłam.
Ale nie można myśleć, że jest źle. Posiedzę sobie w staniku i w dżinsach, rozmrożę kurzego cycka i usmażę go z curry na teflonowej patelni, wespnę się na górę, będę słuchała Dwójki, pouczę się geografii, bo jutro jest sprawdzian z rolnictwa, wezmę prysznic, na twarz nałożę maseczkę z drożdży, a na włosy z kokosa, mimo że cię nie zobaczę.
Nadal czuć melancholię, a przecież jeśli o mnie chodzi, to prawie jej nie ma. Ul wsadził mi wczoraj głowę do pralki w Planet Sporcie, znalazłam swój stary pamiętnik (“15 IV 2003 – Jestem na Zielonej Szkole. Wczoraj myślałam, że na dyskotekę zapomniałam majtek, ale się znalazły”. Ponadto na trzech stronach z okresu klas jeden-trzy naliczyłam cztery kurwy.), dostałam celujący z Inwokacji, mimo że za chuja nie mogłam się jej nauczyć i jedyne, co we mnie wzbudzała, to przekonanie, że Litwa jest burą suką, do tego jeszcze numerki na szybko i zaplatanie warkoczyków na rzęsach.
I poćwiczę na matematyce mięśnie Kegla.